ZA PIENIĄDZE…

Adalberg (s. v. „Pieniądz 105) i07j 149* ”) podaje dwa przysłowia: „Za pieniądze ksiądz się modli, za pieniądze ludzie podli” oraz „Za pieniądze patron stawa, za pieniądze dobra sprawa”.
Rozdzielone mechanicznie dwa dystychy pochodzą z jednej zwrotki pieśni Teraźniejsze świata żądze, którą z Kujaw podał Kolberg. Zwrotka ta brzmi:

Za pieniądze ksiądz się modli,
Za pieniądze lud się podli.
Za pieniądze prawnik staje,
Za pieniądze wyrok daje.

Brzmienie przysłowia jest starsze, wyraz „patron” i postać czasownika „stawa” wskazują na wiek XVIII, gdy widocznie pieśń powstała. Zaznaczyć może warto, iż przytoczona zwrotka sięga przeszłości grubo dawniejszej, już bowiem w liryce średniowiecznych wagantów znajdujemy satyryczny wiersz o „królu pieniądzu” (Nummus rex), gdzie czytamy: Nummo venalis favet ordo pontificalis, tj. sprzedajny stan duchowny hołduje pieniądzom, oraz Nummus agit lites, qui vult deponere dites2, tj. pieniądz załatwia procesy, gdy kto chce na nie łożyć.

Continue Reading

PIENIĄDZE

Długi łańcuch przysłów o pieniądzach rozpoczyna się u Adalberga od: „Bezpieczniejsze pieniądze w popiele niż w szkatule”, u jego zaś końca czytamy: „Pieniądze u pana w kieszeni, a u chłopa w ziemi” Obydwie te wypowiedzi sięgają czasów przedkapitalistycznych, okresu, gdy instytucje bankowe były rzadkością, szczególnie obcą chłopu, i gdy w obiegu pieniężnym były nie banknoty, pieniądze papierowe, lecz brzęcząca gotówka. „Pan” przechowywał ją w zam- czystej skrzyni lub podręcznej szkatule, chłop zaś — jak mówi przysłowie — w popiele, i to w ziemi. Co to znaczy, mówią dzieła literackie; jak się zaś okaże, i tradycja ludowa sprawy te porusza. Powieść Wacława Karczewskiego (Mariana Jasieńczyka) W Wiel- giem (1898), napisana ze zdumiewającą znajomością obyczaju wiejskiego, wyznacza dużo miejsca sprawie „skarbu” zakopanego w stodole przez zabiegli wy ch ojców, lekkomyślnie zaś zmarnowanego przez niemądrego syna. Sprawa ta staje się tragedią „babuli”, starej Musialiny, która przez całe życie ciułała „krwawicę” i dożyła chwili, gdy pieniądze z garnkiem zniknęły z doskonale ukrytego schowka. Były wśród nich nie tylko monety złote i srebrne, ale również papierowe sturublówki. Stadium to więc późniejsze niż wskazane w przysłowiu, gdzie mówi się o popiele. Popiół zaś był środkiem zabezpieczającym monety od działania wilgoci, od zapleśnienia i zniszczenia. ile zaś chodzi o tradycję ludową, to poprzestać tu można na dwu, różnych zresztą, zjawiskach. Na całym więc obszarze Polski znana jest bajka o pieniądzach, których strzeże diabeł, a które „przesuszają się” od czasu do czasu, przy czym w Niedzielę Palmową dotrzeć do nich można, ich stróż bowiem w to właśnie święto musi być w kościele. Kto moment ten uchwyci, może się wzbogacić. Na Podhalu zaś, klasycznej krainie opowieści o zakopanych skarbach, jest mnóstwo bajek o „kotlikach” pełnych dukatów, które zbójnicy zakopywali w miejscach sobie tylko znanych. Wątpliwości nie ulega, że istotnie temu czy owemu szczęśliwcowi udało się trafić na schowek harnasia zabitego w czasie jakiejś łupieskiej wyprawy na Spisz lub Orawę czy wykończonego w murach więziennych. Rzadkie te wypadki, potęgowane przez zazdrosną plotkę, niewątpliwie też przyczyniły się do upowszechnienia opowiadań o skarbach zbójnickich powierzanych ziemi.

Continue Reading

Prawo rządzenia kijem

Można by odwołać się do sporej ilości opowiadań ludowych literackich, wyjaśniających ten osobliwy wytwór moralności wiejskiej, przyznającej głowie rodziny prawo rządzenia kijem, postronkiem czy pasem. W dziedzinie pierwszej do naj charakterystyczniej – szych należy humoreska o ciekawości kobiecej, poskromionej obiciem. Chłop, którego ocalony przezeń wąż nauczył rozumieć mowę zwierząt ptaków, zaciekawia swym postępowaniem żonę, tajemnicy jednak wężowej zdradzić jej nie może pod grozą śmierci. Gdy kobieta nalega, chłop decyduje się na śmierć, od której ratuje go kogut filozoficzną uwagą, iż on z stadkiem swoich sześciu żon radzi sobie doskonale, gospodarz zaś z jedną uporać się nie potrafi. Namoczony postronek maksyma o wątrobie kończą bajkę.4 Z utworów zaś literackich dwa charakterystyczne przypomnieć warto. Jeden z nich, nowela Józefowa M. Konopnickiej, prawi o urodziwej wodziarce, mającej męża niedołęgę. Pragnieniem jej życia jest, by mąż obił ją kiedyś i w ten sposób zademonstrował swą pozycję społeczną. Drugi, Miodowy miesiąc na Ukrainie E. Małaczewskiego, ponura humoreska, reguluje groteskowe małżeństwo potężnej moło- dycy i drobnego oficera obrzędowym niemal jej obiciem. Dwa te przykłady, niewątpliwie na stosunkach rzeczywistych oparte, demonstrują kulturę obyczajową wsi polskiej czy ukraińskiej tak, jak rzecz tę widzieli Biernat i Rej i jak odbiła się ona w przysłowiach.

Continue Reading

ORZECH I KOBIETA

Orzech, sztokfisz, niewiasta jednym kształtem żyją, Nic dobrego nie czynią, kiedy ich nie biją.
Orzech, osieł, niewiasta równego przyrodzenia, To troje potrzebuje częstego uderzenia.
Sentencja pierwsza pochodzi od Rysińskiego, za którym powtarza ją Kuligowski, druga od Knapiusza. Paremiolog jezuicki wyjaśnił uczenie cytatami greckimi i rzymskimi, dlaczego orzech i osieł zyskują po obiciu, przy kobiecie natomiast dodał: „O kobiecie, zwłaszcza chrześcijańskiej, nie godzi się tak myśleć”, i dorzucił, że jakkolwiek Plutarch zalecał rózgę jako środek pedagogiczny dla dziewcząt, są przecież inne sposoby poskromienia „Złej niewiasty”, wymienione poprzednio pod tym właśnie hasłem.1 Adalberg przytoczył obydwa stare teksty, nie wiedział jednak, iż ich tradycja sięga u nas o sto lat wstecz i że już wówczas była to przypowieść, a więc przysłowie. Redakcja jej najstarsza, Biernatowa, brzmi: Azaż nie wiesz przypowieści: Orzech, osieł, grzbiet niewieści Mało pożytku działają, Gdy ich kijem nie składają? 2 (w. 13—16) Zwrotka ta jest komentarzem bajki Ezopowej, którą Biernat zaopatrzył tytułem: „Kto mówi, co wie, swych sie win dowie”, a raczej repliką orzecha przydrożnego, którego kobieta zapytała, dlaczego go biją, przy czym chodzi o strącanie kijem dojrzałych orzechów.

Continue Reading

BLIZNY DLA OJCZYZNY

Pod hasłem ,, Adalberg podaje bez wskazania źródła: „Miłe blizny dla ojczyzny.” Przysłowie to, powtarzane niejednokrotnie przez naszą lirykę powstańczo-patriotyczną w. XIX, początkami swymi sięga prawdopodobnie wczesnych lat w. XVII. W Tragedii o polskim Scilurusie Jana Jurkowskiego (1604) czytamy aforyzm: Za różane miej te blizny, Coś dla miłej zniósł ojczyzny.1 Ponieważ wyraz „ojczyzna” w znaczeniu dzisiejszym ustalił się dopiero w drugiej połowie w. XVI, w poezjach Reja i Kochanowskiego oraz prozie Skargi, przypuścić wolno, iż twórcą omawianego przysłowia był bakałarz pilzneński, Jurkowski. Być może, iż wzorem były mu maksymy łacińskie w rodzaju Horacjańskiego (Ody III 2,13): Dulce et decorum est pro patria mori. Współczesny mu S. Petrycy przełożył to w r. 1609 przez: Piękna to rzecz jest, kto krew wytoczy Za ojczyznę.2

Continue Reading

Pięć mil od Warszawy

Dobra Obrąb i wieś cząstkowo-szlachecka Mościska, o pięć mil od Warszawy, a o milkę od pierwszej stacji kolei petersburskiej Tłuszcz odległe, łatwo sprawdzić, przecież to nie Ukraina… nie za górami… Całe Stanisławowskie zna to prastare przysłowie, aż nadto niestety prawdziwe — w dawniejszych czasach nie na samych gębach się kończyło, jeszcze po roku 1815 miewały miejsce formalne zajazdy w kontrowersie leśnym Obręba i Mościsk z Jadowem, w ów czas królewszczyzną. (Opowiadaliśmy o nich śp. Au. Wił., który jeden z podobnych opisał, ale tu nie wszystkie się komicznie kończyły, bo nie peruki lub ogony końskie, ale głowy ludzkie spadały!) Po sto fur i więcej najeżdżało kontrowers, dla utrzymania posesji następowały bójki kończące się nieraz śmiercią. Nawet za czasów naszego tam zamieszkania przed 36 laty zabił jeden Mościcki krewniaka swego Anzgarego Mościc. kamieniem, a w r. 1848, gdy za niesforność wcielono gminę Mościską do naszej w Obrębie, Józef Mościcki zabił w kłótni kosą na łące rodzonego brata swego Walentego. Byliśmy z urzędu na obdukcji, dopieroż były gęby w robocie… Z tego dowód, że to nie urojone przysłowie i miejscowości, i tak nawet dobry krytyk, jakim jest p. Sow., winien być ostrożnym w sądzeniu.
Sytuacja tu o tyle zabawna, iż autorem błędnego objaśnienia jest nie Sowiński, lecz Darowski, na co autor repliki, stary widocznie człowiek, nie zwrócił uwagi.

Continue Reading

NORYMBERSKIEJ ROBOTY PACHOŁEK

Adalberg (oraz jego reedycja) powtarza za Rysińskim: „Norymberskiej roboty pachołek”, w Słowniku warszawskim zaś (pod hasłem „Norymberski”) znajdujemy: „Lalka norymberska” i „Głowa do pozłoty norymberskiej roboty” — co wszystko znaczy to samo: elegancik, fircyk, ale nie odznaczający się nadmiarem intelektu. Bardzo być może, iż przysłowie Rysińskiego miało w wieku XVI zabarwienie bardziej pogardliwe niż w czasach późniejszych, w egzemplarzu bowiem wydania pierwszego (1618) po tekście drukowanym mamy dopisek ręką w. XVII: „przez dupę robiony”1, a więc bardzo „finezyjny”, choć niekoniecznie salonowy. Samo przysłowie zaś niewątpliwie pochodzi z czasów Reja, choć go u autora Krótkiej rozprawy nie spotykamy. Towary bowiem galanteryjne i pasmanteryjne, importowane z Norymbergi, były u nas tak pópulame, że jeszcze w wiekach następnych mówiło się o norymbersz- czyźnie i sklepach norymberskich. U Reja zaś, w epigramie Zwierzyńca (1562), czytamy bardzo wymyślną pochwałę Stanisława Szafrańca, późniejszego wojewody sandomierskiego, właściciela Pieskowej Skały, urodzonego zapewne, a na pewno kształconego, w niedalekim Seceminie. W młodym przyjacielu Rej podziwia połączenie kultury rodzimej z ogładą europejską, co wyraża w wyszukanym komplemencie: Ten zrzobek, jako widzisz, stada domowego, Choć nie bywał na paszach kraju postronnego, Ale sam sobie sprawił twardy munsztuk z cnoty, Chociaj nie noremberskiej, secemskiej roboty.

Continue Reading

NOGA I OBUWIE

Pod hasłem „Trzewik 7; 7*” daje Adalberg za Knapiuszem przysłowie: „Szkodniej trzewika niż nogi, mówi skąpy i ubogi”, pod hasłem zaś „Nogi drze, a buty na kiju nosi” oraz „Nóg nie kupić, a za buty trzeba szewcowi płacić”. Przysłowie to nie pozbawione jest pewnego zabarwienia nie tyle może psychologicznego czy ekonomicznego, ile, powiedzmy, społecznego; nie tyle chodzi w nim o drożyznę skóry i skąpstwo, ile o zwyczaj, na który spojrzano w nim ironicznie. Któż to bowiem buty na kiju nosi, a wędruje boso? Odpowiedź na to zapewne i dzisiaj jeszcze otrzymać by można, obserwując wędrowców na drogach dalekich. A to samo dotyczyłoby kobiet, które na odpust czy jarmark do miasta spieszą z bucikami nie na kiju, lecz w ręku, wdziewają je zaś dopiero u wejścia do miasta. Rozumiał to niewątpliwie Knapiusz, gdy podane przez siebie przysłowie zaopatrzył komentarzem takim oto: Podobna jest bajka polska o chłopie, który buty kupione na jarmarku niósł w ręku i bosą nogą nastąpił na gwóźdź, a skaleczywszy się zawołał: Dobra nasza! gdyby był but trafił na gwóźdź, byłoby już po nim, a noga się wyleczy.

Continue Reading

Jak zaś zawodne i błędne są tu uogólnienia, dowodzi wypadek następujący

U Adalberga nie znajdujemy przysłowia, które mówiłoby o antagonizmie polsko-rosyjskim. Że zaś istniało ono, świadczy choćby popularna pieśń warszawska z czasów powstania listopadowego, która nawiązując do więzienia politycznego u karmelitów głosi:

Kto powiedział, że Moskale Są to bracia nas, Lechitów,
Temu pierwszy w łeb wypalę Przed kościołem karmelitów.
Oto jest wolności śpiew…

Ten hurapatriotyczny slogan Rajmunda Suchodolskiego, mający naturalne uzasadnienie w doraźnej propagandzie, byłby słuszny, gdyby nie dwa względy. Autor może i nie myślał, a raczej na pewno nie myślał o całości narodu czy choćby wojska rosyjskiego, lecz o wielkim księciu Konstantym i jego otoczeniu, ich to bowiem ofiary nękano u karmelitów. A jeśli komu chciał w łeb strzelać, to ich polskim przyjaciołom, których wśród generalicji polskiej nie brakło, by odwołać się tylko do Wincentego Krasińskiego. To raz. Po wtóre zaś oficjalny i niewątpliwie szczery program powstańczy brzmiał: „Za naszą wolność i waszą”, głosił walkę nie z narodem rosyjskim, lecz z caratem, tym caratem, z którym o kilka lat wcześniej usiłowali rozprawić się dekabryści. I nie byłoby nic dziwnego, gdyby się okazało, iż gwałtowny a tak niefortunnie sformułowany atak Suchodolskiego wywołał replikę w postaci wiersza nie byle czyjego, bo poematu Mickiewicza, zwróconego do przyjaciół Rosjan, zatytułowanego jednak Do przyjaciół Moskali; utwór ten, prawiący o ściskaniu brata-poety, Rylejewa, głosił wolność, ale w tonacji całkiem odmiennej niż u rymopisa powstańczego. Gdyby to się dało dowieść, mielibyśmy tutaj jeden z najniezwyklejszych i najbardziej zdumiewających pogłosów przysłowia w świecie wielkich dzieł literatury.

Continue Reading

Niemcy nie chcieli żyć z nimi w braterskich stosunkach

Jest rzeczą oczywistą, iż Polacy ubolewali nad tym, że Niemcy nie chcieli żyć z nimi w braterskich stosunkach i że zapomnieli, iż to Polacy bronili ich od rzezi na Wschodzie. Polaków raziła niemiecka pycha, gdy wedle ich zdania Niemcy nie mogli strawić wolności polskiej. Jest rzeczą godną uwagi, że przysłowie to, jakkolwiek stare, nie występuje w dawnych drukach. Mitzler de Kolof sądził, że krążyło ono w klasach niższych i wśród hoi polloi, klasy natomiast kulturalne utrzymywały z Niemcami stosunki przyjazne. Do uwagi tej dorzuca dwa analogiczne przysłowia czeskie o wrogości Niemców wobec Czechów, jedno z Kroniki Dalimila, a więc z wieku XIV, drugie z połowy w. XV, a więc znacznie starsze od wypowiedzi polskich. Sporo wreszcie przysłów na temat niechęci czy wręcz nienawiści Polaków do Niemców zebrał w swej ogromnej książce K. Liick, by uzasadnić metody hitlerowskie zastosowane czasu wojny do Polski i jej ludności.

Continue Reading

DOBRY PRZYKŁAD POŁOWA KAZANIA

images (1)

Przysłowie to, zanotowane u Adalberga  wiedzie nas w dziedzinę bardzo bogatych i rozległych zjawisk literackich, bezpośrednio wyglądających na drugorzędne, pośrednio jednak bardzo doniosłych i związanych z nazwiskami największych pisarzy europejskich. W wieku XIII mianowicie rozwija się w Europie sztuka kaznodziejska, uprawiana zwłaszcza w zakonach dominikańskim i franciszkańskim. Kaznodzieje ci, częściowo za przykładem Ewangelij, w których nauki Chrystusa ozdobione są przypowieściami (parabolami), częściowo zaś za nakazami praktyki, która dowodziła, iż słuchacze nie nadążali za tokiem abstrakcyjnych rozważań teologiczno-moralnych, poczęli stosować przykłady (exempla). Były to krótkie zazwyczaj opowiadania, najczęściej poważne, niekiedy jednak komiczne, ilustrujące tezę kaznodziei. Pionierami tej nowości byli Francuzi, kardynał Jakub de Vitry (zm. 1240) i Etienne de Bourbon (zm. 1261), w ślad ich zaś poszedł Marcin z Opawy, arcybiskup gnieźnieński, autor zbioru przykładów (Promptuarium exemplorum), ułożonego alfabetycznie i wielokrotnie przepisywanego i drukowanego (od r. 1484). W jego Spiżarni przykładów, bo to znaczy tytuł łaciński, usamodzielniły się one, zmieniły się w powiastki, którymi kaznodzieja mógł posługiwać się w różnych okolicznościach i dla różnych celów. Przykład Marcina Polaka, jak często Opawczyka zowiemy, wywołał mnóstwo naśladowań. Należały do nich: Moralitates Jana Holcota (1349), zbiór łacińskich humoresek, Suma kaznodziejska Jana Bromy- arda (1390) i sporo innych. Do najpopularniejszych jednak liczyły się Gęsta Romanorum (Dzieje rzymskie) oraz Speculum exemplorum (1484, Zwierciadło przykładów). Fala reformacji zmyła te księgi z powierzchni życia, kontrreformacja natomiast wywołała ich renesans, w wieku XVII więc pojawiły się ich przedruki, z jezuickim Magnum speculum exemplorum na czele.

Continue Reading

PRZODKÓW WADY POTOMKOM SZKODLIWE

images

Przysłowie o grzechach przodków, za które pokutują ich potomkowie, Adalberg („Przodkowie 6 ”, NKPP „Przodek 5* ”) powtórzył za Knapiusem, który zaopatrzył je w uczony komentarz, odwołując się do pisarzy starożytnych i do Biblii, choć dziwnym trafem przeoczył najbardziej znane ze źródeł biblijnych, historię z rajdem i grzechem pierworodnym. A ją właśnie mieli na oku twórcy świetnego przysłowia zapisanego w którejś z powieści Kraszewskiego w postaci: „Ojcowie jedli kwaśne jabłka, a dzieciom zęby cierpną.” Istotę sprawy ujęto tu w obrazie,  a więc metodą znamienną dla przysłów, nie zaś w abstrakcyjnej formułce, jak w aforyzmie o grzechach i pokutowaniu. Samo zaś przysłowie dało asumpt do niejednej anegdoty, zwłaszcza że ilustrować je łatwo przykładami z zakresu dziedzicznych chorób. Spraw innych dotyczy anegdota o ostatnim potomku znakomitego rodu ziemi sanockiej, Balów z Baligrodu, niegdyś szermierzy różno- wierstwa, z biegiem wieków katolików, chowanych w grobach rodzinnych w Hoczwi. Ostatniemu z nich, podówczas staroście w Łańcucie, ktoś zwracał uwagę, że przodkowie zaciekają, kaplica bowiem w Hoczwi zamienia się w ruinę. Starosta zareplikował bez namysłu: „Cóż ja mogę poradzić na to. Przodkowie bawili się tak bardzo, że potomkowi nie zostawili grosza na konserwację ich grobów.”

Continue Reading

PRZODKOWIE I POTOMKOWIE

LIT011

Pod hasłem „Przodek 3) 4; s> 7j 2*, 3*, 4* ” umieścił Adalberg serię przysłów głoszących, iż odwoływanie się do głośnych przodków nie dowodzi zacności czy szlachetności, czy wreszcie szlachectwa potomków, o wartości człowieka bowiem stanowią jego postępki, nie zaś pochodzenie. Oto owe przysłowia: „Lepiej być zacnym niż przodki tylko zacne mieć”, „Przodki sławne zły potomek szpeci”, „Przodki swe zacne darmo wspomina, kto nic godnego chwały nié ma”, „Przodków zacnych potomek często bywa wyrodek”. Do tej wiązanki aforyzmów dorzucić dwa jeszcze trzeba spod hasła „Szlachectwo 3 4” (NKPP „Szlachcic 4*”): „Lepsza cnota bez szlachectwa niż szlachectwo bez cnoty” i „Lepsze szlachectwo z cnotliwych spraw niż z rodu samego”, całość zaś zamknąć parą „apoftegmatów” Reja: „Szlachectwo bez cnoty — z łyków forboty” i „Z łyka forboty, szlachcic bez cnoty”. Czytelnik Księgi przysłów polskich, spojrzawszy na metryczki tego materiału, mógłby wysnuć wniosek, iż przytoczone kwiatki wyrosły w jezuickim ogródku, uprawianym przez Knapiusza, wszędzie bowiem spotykamy tu jego nazwisko, w dwu wypadkach jedynie uzupełnione Rej em. Istotnie, gdy sięgniemy do Adagiów, spostrzeżemy bez trudu, iż „mieszczańskiego synka” problem stosunku rodu i szlachectwa żywo interesował, każdemu bowiem z przytoczonych przysłów poświęcił komentarze nieraz całostronicowe. Rozsypał tu perły swej erudycji, odszukując klasyczne odpowiedniki aforyzmów polskich u Homera, Arystotelesa, Plutarcha, Cycerona, Horacego,

Continue Reading

Noc spędzić pod śliwką

literatura

Rusin mianowicie, gdy noc zaskoczyła go w lesie, postanawia spędzić ją pod śliwką. Otrząsa owoce, by się posilić, ponieważ jednak wszystkich zjeść nie może, zgarnia je w kupkę i dla zabezpieczenia przed niepożądanymi wspólnikami… polewa je, po czym kładzie się spać. Zbudziwszy się rano, czuje głód, owocu na drzewie już nie ma, więc poczyna łakomie spoglądać na zapas wczorajszy. Bierze pierwszą z brzegu śliwkę i medytuje głośno: „Pisczana? ne pisczana?”, po czym ją zjada. Tak samo postępuje z następną i dalszymi, i ostatecznie zjada wszystkie. Historyjka ta ma swego czcigodnego antenata w bajce Ezopa De sacerdote et pyris, przełożonej przez Biernata z Lublina pod tytułem — Mądrej… t. IIKto gardy, jada chleb twardy. Wracamy w niej do gruszek ulęgałek, które „nalazł w kupie” chłop zaproszony na obiad, mając zatem w perspektywie „lepszą karmię” „nie chciał do nich przysieść” i „na ostatek je pomokrzył”. Tymczasem potok wezbrał i chłop nie mogąc go przebyć musiał głodny wrócić do domu, racząc się po drodze owymi gruszkami:

Więc kiedy na wstecz w drogę szedł,
A od głodu bardzo był medł,
Rad był onych gruszek dopadł,
Przy niewoli wszystki pojadł.

Continue Reading

PRZEBIERAĆ JAK W ULĘGAŁKACH

Literatura

W Adalbergu pod hasłem „Przebierać 2, 4, 6, u* ” znajdziemy przysłowie: „Przebiera jak dziad w ulęgałkach”, po czym idą: „Przebiera jak w gruszkach”, „jak w odleżałkach”, „jak w zgniłkach”. Nie ma powodu robić z tego osobnych odmian, po pierwszej można okolicz- niki dalsze dać po prostu w nawiasie, wszędzie bowiem chodzi gruszki-dziczki, w różnych okolicach rozmaicie nazywane. Przebieranie w nich ma swoje dobre uzasadnienie, i to nawet podwójne. Przed dojrzeniem są one niejadalne, po dojrzeniu zaś szybko się psują, chcąc więc wśród niejadalnych znaleźć miękką, trzeba starannie przebierać, a tak samo postępować z dojrzałymi, by nie trafić na zepsutą, „zgniłkę” w całym znaczeniu tego wyrazu. Przysłowie o ulęgałkach ma jednak swój odpowiednik, nie notowany ani w Adalbergu, ani w Słowniku warszawskim. W Sanoczyźnie przed laty pięćdziesięciu pospolicie mawiano: „Przebiera jak Rusin w śliwkach.” Ta postać musiała być znana na większej przestrzeni Podkarpacia, jak dowodzi W. Potocki, piszący: „Ale my jako w śliwkach sobie pobieramy w Jego [Boga] mandatach.” Genezę tego przysłowia tłumaczyć by można wprawdzie okolicznością, iż śliwki należą również do owoców, które łatwo się psują przed suszeniem czy warzeniem powideł konieczne jest ich przebranie, z tym wszystkim przysłowie wygląda na aluzję do facecji, którą w Sanoczyźnie, a więc na pograniczu polsko-ukraińskim, opowiadano niegdyś, a której nie spotkałem w naszych zbiorach bajek, być jednak może, iż mają ją zbiory ukraińskie.

Continue Reading

NIE PRZEBIERAJ, PANNO…

pobrane (1)

Pod hasłami „Panna 12” i „Przebierać 7> 8 ” daje Adalberg przysłowia: „Nie przebieraj, panno, żebyś nie przebrała, żebyś za kanarka wróbla nie dostała”, „Przebierała, przebierała, aż dostała kobierała (chobierała)” i „Przebiera, przebiera, jaż też przebra e za kanarka wróbla dosta”, zamieszczone w Nowej księdze przysłów polskich s. v. „Przebierać 6*”. Wszystko to są modyfikacje szeroko znanej pieśni ludowej, której początek w Cieszyńskiem brzmi: Nie przebieraj, krasna panno, byś nie przebrała, Nie przebierej, krasno panno, byś nie przebrała, Byś wróbla zamiast kanarka se nie wybrała.1 Na Górnym Śląsku zresztą żyje dotąd i omawiane przysłowie.

Continue Reading

ŁACNO PRZEBARSZCZAĆ…

pobrane (2)

„Łacno przebarszczać, kiedy dostawa” pisze Rysiriski, a wtóruje mu Cnapius: „Łacno przebarszczać, kiedy jest w czym”, gdzie „przebarszczać” znaczy: przebierać, wybredzać, grymasić. A. Bruckner słusznie zwrócił uwagę1, że znaczeniowo mamy tutaj to samo przysłowie, które u Kochanowskiego brzmi: „Łacno durować, kiedy przystępuje” (Szachy, w. 554), tj. „Łatwo stroić żarty, kiedy przybywa”, oczywiście, dostatku, czyli dobrze się wiedzie, a co powtarza w Światowej rozkoszy Hieronim Morsztyn jako „Łacno durować, koli przystępuje”. W tej postaci jest to dosłowny i mechaniczny przekład białoruskiego „Czamu ni dureć (szaleć), kali prystu- pdje”2, co E. Orzeszkowa oddała przez: „Czemu nie szaleć (in. dureć), kiedy ochota. Czemu nie poweselić się, kiedy jest ochota.” Nasuwa się pytanie, skąd przysłowie białoruskie trafiło do poematu Kochanowskiego. Wprawdzie takie czy inne elementy językowe białoruskie lub ukraińskie były zjawiskiem normalnym u pisarzy, którzy pochodzili z owoczesnych kresów wschodnich monarchii jagiellońskiej4, u Reja, Orzechowskiego czy Szarzyriskiego, nie mówiąc już o Filonie Kmicie Czarnobylskim, staroście orszańskim, który w listach do Zygmunta I, pisanych po białorusku, chętnie posługiwał się przysłowiami. Ludzie ci od dzieciństwa znali język miejscowego chłopa i nieraz używali go na co dzień. Kochanowski jednak, urodzony w Polsce środkowej, do pisarzy tych nie należał. Tak, ale po powrocie do kraju bawił czas jakiś w Lubelskiem u Firlejów i utrzymywał bliskie, choć zagadkowe dla nas stosunki z Radziwiłłami, i przypuścić należy, że na dworach tych magnatów kolegował z ludźmi pochodzącymi z obszarów ruskich, stykał się z służbą ruską i słyszał język, którego rozumienie nie nastręczało mu większych trudności. Nic więc dziwnego, że zapadło mu w pamięci przysłowie przydało się ono właśnie w humoresce, której bohaterom nadał imiona Borzuja i Fiedora, a więc brzmiące z ruska.

Continue Reading

JAK PRZĄDŁ, TAK MIAŁ

pobrane (4)

Przysłowie wielkopolskie J. Chociszewski, a za nim Kolberg zaopatrzyli anegdotką, rzekomo tłumaczącą jego powstanie: Młynarz, Niemiec, ożenił się w Polsce z kobietą rodu wiejskiego. Lecz źle trafił ów Niemiec, gdyż dostał nader nieporządną, gnuśną i leniwą żonę. W domu powstał przeto wielki nieład i bieda. Nawet płótna na koszule nie zrobiła żona owego młynarza; dlatego sama chodziła bez koszul. Chcąc temu zaradzić wzięła raz kilka grubych miechów od mąki mężowi i zrobiła sobie z nich koszulę. Lecz gdy to Niemiec spostrzegł, ściągnął z niej tę koszulę mówiąc: „Jak prząd, tak miał! Potrzebny miech do mąka.” Co później stało się przysłowiem. Znaczy tyle co: Jaka praca taka płaca. Zbyteczna dodawać, iż przysłowie nie musiało powstać w ten sposób i że przyjąć można raczej stosunek odwrotny, że dało ono asumpt do powstania dykteryjki.

Continue Reading

MARNOŚĆ — PRÓŻNOŚĆ

pobrane

MARNOŚĆ — PRÓŻNOŚĆ
Pod hasłem „Świat 60” mamy w Adalbergu: „Wszystko na świecie marność”, podane za Knapiusem, pod hasłem zaś „Próżność 2 ”: „Wszystko próżność” oraz cytat z Reja: „Wszytko próżność na świecie, Co się leda jako plecie”, zebrane w Nowej księdze przysłów polskich s. v. „Próżność 3*” — i to wszystko.
Na zasadzie tego materiału trudno by się domyślić, że chodzi tu
o dwie postaci tego samego aforyzmu i że jest to jedno z najgłośniejszych powiedzeń biblijnych, powtarzane od wieków przy najrozmaitszych okazjach, od takich czy innych zawodów w życiu po uroczyste pogrzeby. Źródłem jest tutaj „Mędrzec Pański”, Salomon, a raczej przypisywana mu księga, zwana Eklezjastes, jedno z najbardziej pesymistycznych dzieł, jakie zna literatura świata. Od samego początku, niby motyw przewodni, rozbrzmiewa tu wyraz vanitas, tj. marność czy próżność, bo i tak, i tak go u nas tłumaczono. Rozdział po rozdziale okazuje się, że wszystko, co człowiek ceni, jest marnością, ustęp zaś ostatni (12, 8) przynosi podsumowanie w postaci zdania: „Marność nad marnościami, rzekł Eklezjastes: i wszystko marność.” Księgi kaznodziejskie, Ekklesiastés po grecku, Kohełeth po hebrajsku zwane, cieszyły się w Polsce dużą poczytnością w pewnych okresach; tak było w czasach baroku, zwłaszcza u jego schyłku, gdy w epoce saskiej St. Herakliusz Lubomirski dał ich bardzo zgrabną parafrazę wierszem (1706). W jego ujęciu omawiany werset brzmi bardzo po Rejowsku:

Marność marności wszystko jest na świecie,
Marności marą, co jedno świat plecie.1

Continue Reading

PO PRÓG SPRAWA — PO PRZĘCKĘ

trudnosci-z-koncentracja

Jest u Adalberga, powtórzone za Rysińskim, powiedzenie przysłowiowe „Ej, dość po przęckę”, bardzo pospolite w wieku XVI, a przez Knapiusa objaśnione pokrewnymi znaczeniowo zwrotami „Poty kres” i „Dość już masz” oraz aforyzmem „Miara we wszystkim”. Wyraz „przęcka” znaczy tu tyle co sprzączka u pasa czy rzemienia; poza którą wyjść trudno. Niewątpliwie takie samo znaczenie ma zwrot „Po próg sprawa” („Sprawa 16j 2s* ”)> przy którym u Adalberga nie mamy źródła, a w którym wyraz podstawowy „Próg” użyty jest, jak poprzednio „Przęcka”, w sensie kresu, granicy, przy której zatrzymać się należy. Objaśnienie Adalberga: „Tj. sprawa, której rozgłaszać nie potrzeba, która nie powinna poza dom wyjść”, polega na dowolnej i bezzasadnej interpretacji wyrazu „próg”.
Jest rzeczą prawdopodobną, iż wyjaśniona tak funkcja progu jako kresu, punktu granicznego, pozostaje w związku z rzadką a posępną anegdotą o wyrodnym synu, ale wyrodnym „dziedzicznie”. Młody chłop rzuca się na starego ojca, okłada go kułakami, wali na ziemię, chwyta za włosy, ciągnie po podłodze ku drzwiom i chce wyrzucić z chaty. Stary bezskutecznie próbuje się opierać, gdy zaś syn dociąga go do progu, woła: „Stój, ja mojego tatusia tylko do progu dociągałem!”

Continue Reading